"To dziecko było naszym sekretem" - wywiad z księciem Guillaume i księżną Stephanie

Dziedziczna Wielka Księżna i Dziedziczny Wielki Książę w ogrodach Fischbach, zamku, do którego przeprowadzili się jesienią 2019 r. © Julio Piatti

Po tym jak przez ostatni miesiąc publikowałam tragiczne i niezbyt przyjemne informacje oraz zaczęłam przygotowywać kolejny post, który mnie przygnębił, postanowiłam przygotować najpierw coś lżejszego. Dlatego przetłumaczyłam wywiad z dziedzicznym wielkim księciem Guillaume i dziedziczną wielką księżną Stephanie dla magazynu Point de Vue. Wszystkie zdjęcia i podpisy również pochodzą z tego magazynu. Zapraszam do lektury, a na końcu postu znajduje się mała informacja.


***

Miesiąc po oficjalnym ogłoszeniu ciąży następcy tronu wielkoksiążęcego, przyszli rodzice przyjęli Point de Vue w swoim domu na zamku Fischbach, gdzie dorastało kilka pokoleń książąt i wielkich książąt luksemburskich. Czas na ekskluzywny wywiad przepełniony radością i emocjami.

Wasze wysokości, jak zareagowaliście, słysząc tę ​​wspaniałą wiadomość?

Guillaume: To był krzyk radości!

Stéphanie: To przede wszystkim ty krzyczałeś.

G.: Tak, przyznaję. Ale ty też. Długo czekaliśmy na ten moment.

S.: Oboje byliśmy w domu w Fischbach. Powiedziałem: „Zgadnij co?”

G.: Odpowiedziałem: „Nie?” Od razu domyśliłem się, jak tylko wróciła, wiedziałem o tym po jej wyglądzie.

Wasza Wysokość, jak mija twoja ciąża?

S.: Cudownie, dziecko ciągle się porusza. Zaczęłam organizować swój harmonogram. Jestem dość spokojna i nie podróżuję już za granicę, nie poza Europę.

G.: Tak więc, następna misja gospodarcza, pojadę na nią sam, co jest całkowicie normalne.

Guillaume i Stéphanie cieszą się razem, gdy słuchają nienarodzonego dziecka. Wielka Dziedziczna Księżna prowadzi spokojne życie na zamku Fischbach i kontynuuje swoje oficjalne działania, ograniczając je głównie do Luksemburga. „To dziecko dyktuje porządek wyjść”. © Julio Piatti

Kiedy powiadomiliście Wielkiego Księcia i Wielką Księżną?

G.: Czekaliśmy trzy miesiące, to był nasz sekret. A potem ogłosiłem to najpierw mojej bliskiej rodzinie, a potem wystarczająco szybko wszystkim wujom i ciotkom, kuzynom ... I ty tak samo.

S.: Utrzymanie dla nas tego szczęścia przez trzy miesiące, ten zawieszony czas, było wspaniałe, coś więcej, co dzieliliśmy razem z dzieckiem, które było już częścią małej rodziny, które było naszym pasażerem na gapę.

A reakcje twoich rodziców, Wasza Wysokość?

G.: Zaskoczyliśmy ich. Nie sądzę, że się tego spodziewali. W każdym razie nie w tym czasie. Słowo euforia nie jest zbyt silne. Moja matka miała łzy w oczach. To była dla nas radość, a także ulga, te dwa mieszane uczucia, które sprawiły, że mój ojciec i moja matka byli tak ostrożni, mówiąc do mnie: „Teraz musisz zająć się Stéphanie, musisz ją chronić. " To było naprawdę wzruszające. I moi bracia i siostra też byli tutaj, aby nas otaczać. Zaprosiliśmy ich wszystkich na obiad z moimi rodzicami pod pretekstem pokazania im nowych ustaleń, które poczyniliśmy w Fischbach.

S.: Krótko mówiąc, rodzinna parapetówka.

G.: Dla niektórych zadziałało, ale mój brat Félix ani przez chwilę w to nie wierzył.

S.: Ze swojej strony nie udało mi się sprawić, by wszyscy byli w tym samym pokoju w tym samym czasie. Jesteśmy liczniejsi. Niektórym byłam w stanie powiedzieć to ustnie, innym przez telefon, ale wszyscy wyrazili taką samą euforię, jak moi teściowie, szwagrowie i szwagierka. Mogłam powiadomić każdego osobno, osobiście.

A jak minęły święta Bożego Narodzenia w Szwajcarii, które jako ostatnie spędzacie bez dzieci?

G.: Wszyscy chcieli wiedzieć, jak jest. Przy stole śniadaniowym zapytali nas, czy dziecko ruszało się w nocy itp. Ostatnią noc spędziliśmy na wyobrażaniu sobie czasu za rok o tej porze, kiedy wszyscy ci siostrzeńcy i siostrzenice po stronie Stéphanie i po mojej stronie poznają kuzyna lub  kuzynkę. To były piękne Święta Bożego Narodzenia. Zebrali się wszyscy nasi bracia i siostry, co jest bardzo rzadkie.

S.: Po raz pierwszy od naszego ślubu całe rodzeństwo zebrało się w Boże Narodzenie. Piękne mrugnięcie z Providence.

Jedno z oficjalnych zdjęć opublikowanych w piątek, 6 grudnia 2019 roku przez Pałac Wielkoksiążęcy, z okazji ogłoszenia ciąży Stéphanie z Luksemburga. © COUR GRAND-DUCALE / MARION DESSARD

Jakie wspomnienia zabraliście z Londynu?

G.: Jeśli o mnie chodzi, moje szkolenie w Royal College of Defense Studies wykroczyło daleko poza ścisłe ramy wojskowe. Zanurzyliśmy się w tak różnorodne dziedziny, jak geopolityka, sprawy zagraniczne, zarządzanie, i to nie tylko z oficerami, ale także z dyplomatami, osobami z sektora prywatnego. I to doświadczenie było dla mnie bardzo wzbogacające, otworzyło mi oczy na wiele krajów, ich mentalność, ich kulturę… Zwłaszcza, że ​​byliśmy grupą bardzo międzynarodową, w 70% złożoną z nie-Brytyjczyków, którzy oferowane perspektywy, bardzo szerokie spektrum tego, co dzieje się na świecie. A potem mogliśmy tam mieszkać przez rok, rok zarówno ekscytujący, jak i wspaniały, a teraz, kiedy wróciliśmy do Luksemburga, zaczyna się życie dla trójki.

S.: Jeśli chodzi o mnie, skorzystałam z niezwykłych kursów sztuki, które oferują mi nowe spojrzenie i pomagają mi angażować się z jeszcze większą pasją i wiedzą w służbie kunsztu dla sztuki luksemburskiej. Była to wyjątkowa i świetna okazja, aby poświęcić cały rok na określony temat. W weekendy często chodziliśmy do muzeum, aby oglądać wystawy, Londyn to miasto świata, promienne i obfite. Skorzystaliśmy również z angielskiej wsi. Zupełnie normalne życie. To był pierwszy raz, kiedy mieszkaliśmy razem w mieście innym niż Luksemburg.

Stéphanie i Guillaume otworzyli drzwi swojej prywatnej rezydencji dla Point de Vue. Początki Fischbach sięgają XI wieku, obecna forma zamku powstała w XVII wieku i weszła w posiadanie rodziny wielkoksiążęcej w XIX wieku. Dziedziczny Wielki Książę spędził tam pierwsze piętnaście lat swojego życia. © Julio Piatti

Wasza Wysokość, jakie wspomnienia z dzieciństwa przechowujesz o tym zamku Fischbach, tu, gdzie dorastałeś?

G.: To kwintesencja rodzinnego domu. Zawsze było to miejsce powitania i spotkania. Zjazdów rodzinnych. Szczęśliwe miejsce. Moja prababka, Wielka Księżna Charlotte, pasjonowała się Fischbach, to ona oddała duszę temu domowi. Moi rodzice, którzy spędzili tu pierwsze lata małżeństwa i pokochali go. Mój dziadek i babcia spędzili tu ostatnie lata. Każde pokolenie pozostawiło ślad, czy to w ogrodzie, czy w samym domu. Osobiście dorastałem tutaj do 15 roku życia, a okoliczne lasy nie mają dla mnie tajemnic. To magiczne miejsce dla dziecka.

Miejsce, w którym czujemy, że dzieci zostaną królami...

G.: Tak, zawsze jest pokój gier na parterze i mały domek w lesie. I pełen tajemnych zakątków. To znaczy, że z przyjemnością pokażę to wszystko naszemu dziecku. A może nawet czego nie należy robić.

S.: Zobaczymy, ale na szczęście ono też będzie miało matkę, która będzie pilnować!

G.: Jest też piękne wspomnienie, które mam tutaj z moim ojcem. Naprawdę lubił zabierać nas do lasu, na drogi. Gotował nam kasztany i opowiadał bajki o swoim wynalazku. Tradycja tatusia. I zawsze kończył nam, mówiąc, „kontynuacja w następnym odcinku”. To było fantastyczne. Zrobił to dla każdego z mojego rodzeństwa. Trochę jak obrzęd.

Mała herbata dla dwojga przy kominku, delikatna i spokojna chwila, idealna do myślenia o imieniu nienarodzonego dziecka. © Julio Piatti

Długo czekałaś na radość z bycia rodzicem. Co przyniosły ci te oczekiwania? Jak cię to wzbogaciło?

S.: Jako para spędziliśmy razem dużo czasu. Pracujemy razem, będziemy robić to przez całe życie, uważam, że to bardzo wzbogacające, że mogłam się budować przez te wszystkie lata. Będąc we trójkę, wszyscy mówią, i to musi być prawda, wiele się zmienia. Rodzice mają mniej czasu na rozmowę i dojrzewanie razem. Jesteśmy pracą wykonaną, nabytą i nie można jej odebrać. To jest cenne.

Jaka świadomość rodzicielstwa dała ci takie oczekiwania?

S.: Trudno powiedzieć, nie wiem, jacy byśmy byli, gdybyśmy byli wcześniej. Pewne jest, że w pełni zdajemy sobie sprawę z tego, co się z nami dzieje.

G.: Czekanie na dziecko jest zawsze radością, a tym bardziej, ponieważ jest radością, która następuje po okresie oczekiwania. Jest piękny, ponieważ coraz więcej osób zaczyna nam opowiadać o swoich doświadczeniach, a my odkrywamy wiele par, które również musiały długo czekać. Tworzy się swoisty współudział. Dzień ogłoszenia był jednym z najbardziej poruszających momentów w Luksemburgu. Nagle poczuliśmy głęboką radość w całego narodu. Nawet ci, którzy mniej popierają monarchię, byli z nas szczęśliwi.

S.: Dziecko jest uniwersalną radością, jest światłem, które łączy ludzi.

G.: Tak, i tak właśnie się czuliśmy. Mieliśmy szczęście, że kilka dni później udaliśmy się na jarmark bożonarodzeniowy i tam ludzie nas zatrzymywali, gratulowali nam. Jakby wszystkie bariery instytucjonalne, które mogą istnieć, rozpadły się.

Jak przygotowujecie się na te narodziny?

S.: Trochę jak wszyscy. Patrzymy na śpioszki i wózki.

G.: Towarzyszę mojej żonie.

S.: Zmusiłam go. Nie, nie musiałam go zbyt długo namawiać.

G.: Wcale nie.

S.: Uważam za poruszające patrzeć na te małe rzeczy, te małe śpioszki z misiami, wszystkie urocze, malutkie…

G.: Myślimy, wyobrażamy sobie ...

S.: Przygotowujemy także pokój dziecka, wybieramy zasłony, to prawie coś azjatyckiego. Szukamy imion, dużo o tym myślimy, ale nie znaleźliśmy jeszcze tego, który wydałby się oczywisty.

G.: Istnieją dwie wielkie tajemnice, imię i płeć dziecka.

S.: Znamy jedną z nich, a drugej jeszcze nie.

Czy otrzymujesz porady od swoich rodziców?

G.: Moi rodzice nie przestają, gdy nie ma Stéphanie. To bardzo urocze, ponieważ często mówią mi, jak mam się zachowywać wobec Stéphanie…

S.: Przynieś jej truskawki, czekoladę.

G.: Wszystko, co się narodzi i co nastąpi, będzie prawdziwą nauką.

S.: To nas nie przeraża, oboje pochodzimy z dużych rodziny i jesteśmy dobrze otoczeni.

Tutaj wraz z prałatem Kasujją, nuncjuszem apostolskim w Luksemburgu i jej szwagierką, księżniczką Aleksandrą, Dziedziczna Wielka Księżna, bierze udział w przyjęciu noworocznych w pałacu, 16 stycznia 2020 r. © Grand Ducal Court / Sophie Margue / Marion Dessard

Wasze dziecko urodzi się ze szczególnym ciężarem na ramionach, jako przyszły władca lub przyszła władczyni. Jak zamierzacie uchronić je przed tym ciężarem i przygotować do jego przyjęcia?

G.: Dobrze to wiedziałem i podoba mi się podejście moich rodziców w tym czasie: jak najlepiej nas chronić. Znalezienie momentu, w którym dziecko zbliża się do roli publicznej, jest zawsze dość wrażliwe i skomplikowane, ale należy pozwolić mu pozostać dzieckiem. Edukacja pomoże mu zrozumieć jego obowiązki, ale nie uniemożliwi mu pełnego życia w dzieciństwie i wieku dojrzewania. Szybko zorientowałem się, że moje przeznaczenie jest inne. Biorąc pod uwagę kontekst, w którym dorastamy, bardzo szybko zauważamy, że różnimy się od innych, a inne dzieci również to zauważają. Musisz z tym żyć i w pełni zaakceptować tę rzeczywistość. Rodzice odgrywają tutaj kluczową rolę.

S.: Nie rozumiem tej sytuacji, ale uważam, że musimy na nią uważać. Dziecko potrzebuje wokół siebie bezpiecznego otoczenia. Dopiero po zbudowaniu go, może dać coś innym.

Przede wszystkim, co chcecie dać temu dziecku? I przekazać mu to?

S.: To co najlepsze, a następnie, jak wszyscy rodzice, wspierać go w byciu sobą.

G.: Dużo miłości i tak, pomagać mu się rozwijać.

S.: Chciałbym, aby moje dziecko czuło się bezpiecznie w swojej rodzinie. To jest naprawdę bardzo ważne. Świat zewnętrzny staje się coraz bardziej złożony. Pozwolimy mu mieć spokojne miejsce na relaks.

G.: Tak jak moi rodzice zrobili ze mną, chciałbym przekazać mu sposób interakcji ze światem w prosty, a jednocześnie pełen szacunku sposób, w poczuciu służby. A potem chciałbym mu przekazać wiarę. To wspaniałe bogactwo, którym cieszymy się każdego dnia. Wiara pomaga nam bardziej szanować świat, tę naturę i tę planetę, które zostały nam powierzone, i coraz bardziej oddawać się służbie drugiemu

***

W najbliższym czasie planuję opublikować post o sytuacji na luksemburskim dworze królewskim oraz wprowadzić zmiany, których nie zdążyłam wprowadzić w czasie wyłączenia bloga z blogosfery, co zajmie trochę czasu, ale już nie będę blokować dostępu do bloga. Tylko nie zdziwcie się czasem, że coś się rozjeżdża, wygląda inaczej albo coś dziwnego dzieje się z postami 😉 Zmiany czasem potrzebują czasu. Jeszcze nie jestem pewna jak będzie wyglądało funkcjonowanie bloga po zmianach, ale będę starała się w miarę regularnie pisać, ale niekoniecznie znajdziecie opisy każdego pojedynczego wyjścia. Wszystko wyjdzie przy pisaniu 😉

11 komentarzy:

  1. Świetny wywiad! Widać, że długo czekali na to dziecko i że bardzo się nim cieszą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na post o sytuacji na dworze w Luksemburgu, ponieważ te oskarżenia brzmią bardzo poważnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogę się doczekać! Chętnie dowiedziałabym się więcej o całej sytuacji (okolicznościach pojawienia się, racjach obu stron, dowodach, przypuszczeniach i konsekwencjach), bo jest naprawdę poważna. W ogóle przykro to mówić, ale Maria Teresa naprawdę wygląda mi na kobietę zaborczą i dominującą (w niekoniecznie dobrym tego słowa znaczenia). No i okoliczności jej wstąpienia do rodziny też wiele mówiły o jej osobie... Także czekam z niecierpliwością!

      Usuń
  3. Nigdy chyba nie czytałam tak szczerego, przepełnionego czystą radością wywiadu. Stephanie i Guillaume chcieliby chyba podzielić się nią z całym światem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ich radości nie da się opisać, długi czas oczekiwania spotęgował to, ja im życzę dużo spokoju, miłości i szacunku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam wrażenie, że chyba sytuacja na dworze wywoływała stres u Stefanii; proszę zauważyć, że dziecko zostało poczęte wtedy, kiedy byli w Anglii, a więc z dala od WK Marii Teresy. Od dawna ginekolodzy twierdza, że stres niedobrze wpływa na możliwość zajścia w ciążę. Chyba WK Charlotta miała słuszne zastrzeżenia co do żony WK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie wrażenie, może też wyjazd do Londynu był połączony z leczeniem, ale i trochę odseparowaniem się od rodziców Guilliama, czy presji, która gdzieś tam pewnie była na Stephanie. Tego się raczej nie dowiemy. Ale trochę tak to wygląda.

      Usuń
  6. informacja o nadchodzącym poście o sytuacji w lrk, który Cię przygnębił brzmi fatalnie, zawsze uważałam tę rodzinę za przykład naturalności i normalności i aż z niepokojem czekam co zarysuje ten wizerunek, chociaż mam dużo dystansu do tych rewelacji, w sumie zobaczymy co to będzie, tylko szkoda mi S i G, bo po takim długim oczekiwaniu na dziecko i przy obecnej tak ogromnej radości - akurat teraz musiał to zepsuć skandal, oby z tego nie zrobiła się większa zadyma, a dziecko przyszło na świat w spokojnej atmosferze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najbardziej normalną (o ile można tu mówić o normalności) rodziną królewską jest rodzina królewska Szwecji. Mają swoje za uszami, ale jak dotąd ze wszystkich skandali wychodzą obronną ręką. Pewnie dlatego, że idealnie łączą królewski przepych i rodzinną normalność. Podobnie działa Holandia. Stosunkowo normalne, choć bardziej sztywne, są też Dania i Belgia.
      Na drugim biegunie są z kolei Windsorowie - to jest przykład totalnej dysfunkcyjności.
      Natomiast Luksemburg to dla mnie łagodniejsza wersja Lichtensteinu - bardziej przyjaźni, ale wciąż dość zamknięci, "elitarni".

      Usuń
  7. ale ta stephanie ma duze cycki :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać,że zazdrościsz. Bo osoba kulturalna w sposób tak ordynarny tak nie opisalaby kobiety w ciąży ;)

      Usuń

Publikując komentarz zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych, takich jak nazwa użytkownika czy adres e-mail, zgodnie z rozporządzeniem art. 6 ust. 1 lit. a RODO. Dane te są przetwarzane w celu opublikowania komentarza na blogu oraz do celów statystycznych.