Wspomnij mnie-moje wrażenia po spektaklu Upiór w Operze


4 maja spełniłam jedno z moich marzeń-byłam na musicalu ,,Upiór w Operze" w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, co było dla mnie niesamowitym wrażeniem, którym spróbuję się z wami podzielić.




Na początku muszę wam napisać jak się znalazłam w posiadaniu biletu, bo nie była to droga prosta: gdy dowiedziałam się, ze Upiór będzie ponownie grany z okazji 10-lecia jego obecności na polskich scenach, stwierdziłam, że muszę go zobaczyć. Jednak im bliżej było konkretnych dat, moje chęci się zmniejszały. Jednak dwa tygodnie przed 4 maja na grupie musicalowej na Facebooku, pewna dziewczyna napisała, czy ktoś nie chciałby odkupić od niej biletu na 4 maja na Upiora. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć i napisałam do niej. I tak zostałam posiadaczką biletu na ,,Upiora w Operze".




Przez dwa tygodnie do spektaklu nie czytałam o nim, nie słuchałam nagrań z niego. Chciałam by tego dnia uderzył we mnie całą mocą, bym mogła go na prawdę przeżyć. Mimo że kiedyś dużo o nim czytałam, słuchałam, znałam obsadę, nie nastawiałam się na to, że chcę usłyszeć konkretne osoby. I dobrze-dałam się pozytywnie zaskoczyć w kilku przypadkach, a w jednym przypadku spełniło się moje marzenie sprzed lat.



I nadszedł ten wymarzony dzień-4 maja. Najpierw wcześnie rano przyjechałam do Warszawy, a po południu wsiadłam do pociągu do Białegostoku. Już kilka minut po czwartej byłam na miejscu, więc miałam dużo czasu do spektaklu o 19. Z tego powodu trochę pozwiedzałam Białystok i weszłam na dach Opery i Filharmonii, na którym znajduje się ogród. Na godzinę przed spektaklem weszłam już do budynku, gdzie sprawdzono mi bilet, a następnie kupiłam program. Na salę można było wejść dopiero jakieś pół godziny przed rozpoczęciem, ale spożytkowałam ten czas na obejrzenie fotografii Chrisa Niedenthala oraz strojów wystawionych w szklanych gablotach.



W końcu można było wejść na salę. Miałam miejsce nieco na lewo od środka drugiego rzędu, więc bardzo blisko sceny i... żyrandola, który był bardzo ważnym rekwizytem w spektaklu-najpierw podnosił się ze sceny pod sufit, a na koniec pierwszego aktu spadał w to samo miejsce. Miejsce było bardzo dobre, mimo że ja go nie wybierałam, choć teraz zastanawiam się czy jakbym siedziała trochę wyżej, czybym wtedy bardziej nie zwracała uwagi na całą scenę, bo na dole skupiałam się na konkretnych częściach sceny, na której toczyła się główna akcja musicalu, a na dalszym planie też dużo się działo, czego czasem nie zauważałam. Albo jakiś ważny element zauważałam później niż bym mogła.



Z chwilą gdy wybiła godzina 19, rozpoczął się spektakl. Dla nieznających fabuły: akcja dzieje się w Operze Populaire (inspirowanej paryską Operą Garnier), w której podziemiach żyje człowiek o zdeformowanej twarzy nazywany Upiorem. Wpływa on na życie Opery, nie zawsze w dobry sposób. Staje się on mentorem dla Christine Daae-osieroconej tancerki o niesamowitym głosie. Działania Upiora doprowadzają do jej debiutu jako śpiewaczki, podczas którego ogląda ją Raoul de Chagny-jej przyjaciel z dzieciństwa. Jak się okazuje Christine i Raoul się kochają i chcą być razem. Upiór sam też jest zakochany w dziewczynie i chce mieć ją tylko dla siebie. Jak daleko się posunie by osiągnąć swój cel?



Większość z was zapewne choć raz słyszała tytułowa piosenkę z tego musicalu. Jednak jest w nim mnóstwo innych piosenek, które są niesamowite. Choć większość z nich znałam wcześniej, dużo z nich odkryłam na nowo-słuchanie czegoś na żywo w połączeniu z ruchem scenicznym jest na zupełnie innym poziomie niż nagrania w studiu. Jest też część piosenek, które usłyszałam po raz pierwszy-część piosenek ze spektaklu nie zostało umieszczonych na płycie CD-co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Bywały tylko takie momenty, że nie zawsze rozumiałam co jest śpiewane, ponieważ na raz śpiewało kilka osób, a każda z nich inną kwestię.



Wrażenie na mnie zrobiła scenografia, która zmieniała się kilkanaście razy. Kilka jej części zajmowało prawie całą scenę, co zadało mi pytanie-gdzie oni to wszystko mieszczą i ile osób musi pracować za kulisami by każda część scenografii znalazła się na swoim miejscu na czas.
Przejdę teraz do obsady-dla mnie była idealna, choć może gdybym była jeszcze na kilku innych wersjach, to bym tak nie uważała, ale na tamten moment była dla mnie perfekcyjna. Mimo że w programie miałam karteczkę z obsadą-nie zajrzałam do niej-chciałam mieć niespodziankę. I ją miałam. Najpierw zaskoczył mnie Jakub Wocial jako Monsieur Reyer (nauczyciel śpiewu)-w tej chwili zastanawiam się jak go rozpoznałam pod charakteryzacją, a wtedy zastanawiałam się czy to na pewno on oraz nad jego pracowitością-zaledwie dzień wcześniej był z koncertem w Krakowie.



Kolejna niespodzianka i zarazem spełnienie marzeń: Damian Aleksander jako Upiór. Dawno temu, gdy zagłębiałam się w historię ,,Upiora w Operze'' i jego polską wersję, chciałam koniecznie w roli Upiora zobaczyć Damiana-jak widać-spełniło się. Jak ja to przeżyłam-najpierw było słychać tylko jego głos i się zastanawiałam-to on czy nie on? Okazało się, że on, a wtedy moja radość nie znała granic.



Ostatnim aktorem (tak, trzeci raz jest to mężczyzna), który wywarł na mnie niesamowite i największe wrażenie, takie że nie mogę się dotąd (i pewnie jeszcze przez jakiś czas mi się to nie uda) uwolnić od jego głosu i nie tylko, był Łukasz Talik jako Raoul. Nie wiem dlaczego, ale po prostu mnie oczarował. Najbardziej z całej obsady. Główna postać męska to oczywiście Upiór, ale zaraz za nim jest Raoul. Wcześniej jakoś nie doceniałam tej postaci, a tu zobaczyłam w nim ,,to coś", co mnie zachwyciło. Może to też dlatego, że wiedziałam na ile stać Damiana Aleksandra jako Upiora, a o Łukaszu wcześniej nie słyszałam? A może to przez jego głos, wygląd? Nie wiem tego, za to wiem, że dla mnie to był perfekcyjny Raoul, którego w końcu dostrzegłam.



Jak widać, tych trzech panów zapadło mi szczególnie w pamięć, może dlatego że jestem kobietą? ;) Jako Christine wystąpiła Paulina Janczak, która jak dla mnie grała idealnie, jej głos ,,pasował" mi do Chrisine. Reszta obsady to już drugoplanowe role, ale też jak dla mnie aktorzy zostali odpowiednio dobrani do ról.



Od pierwszej nuty siedziałam w skupieniu w fotelu i przeżywałam każdą emocję razem z postaciami. Ani na chwilę nic nie rozproszyło mojej uwagi i chłonęłam całą sobą ten musical. Gdy się skończyło byłam w małym szoku, że to już. Od chwili wyjścia  z sali w głowie cały czas nuciłam piosenki ze spektaklu, a gdy już mogę słuchać muzyki z laptopa, nie jestem w stanie słuchać czegoś innego niż piosenek z ,,Upiora w Operze". Przez najbliższy czas od niego się nie uwolnię i czasem przechodzi mi przez myśl czyby się nie wybrać na niego drugi raz. Dotąd nie przeżyłam tak mocno żadnego wydarzenia artystycznego. Może dlatego że póki co dość mało ich widziałam? Dotąd widziałam na żywo tylko jeden musical-,,Deszczową piosenkę", która jednak jest musicalem z zupełnie innej półki, więc nawet nie będę ich porównywać ze sobą.



Jak widać wręcz zakochałam się w ,,Upiorze w Operze". Jeśli macie okazję go zobaczyć-idźcie, może was też zachwyci jak mnie?

2 komentarze:

  1. Cieszę się,że spełniło się jedno z twoich marzeń.Potem pójdzie jak z górki: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to już trochę poszło-tydzień temu byłam na kolejnym musicalu w ramach akcji Dnia Teatru Publicznego bilety były w wybranych teatrach za 300 groszy, a w ten weekend miałam Juwenalia, które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły.

      Usuń

Publikując komentarz zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych, takich jak nazwa użytkownika czy adres e-mail, zgodnie z rozporządzeniem art. 6 ust. 1 lit. a RODO. Dane te są przetwarzane w celu opublikowania komentarza na blogu oraz do celów statystycznych.